Tożsamość i patriotyzm

Leszek Szaruga


Czasami mam ochotę odejść od spraw doraźnych, zająć się problemami bardziej uniwersalnymi i poruszającymi wyobraźnię. By uczynić temu życzeniu zadość, udałem się na spotkanie, w trakcie którego dwóch referentów podnosiło kwestię patriotyzmu. Referaty różniły się od siebie zasadniczo. Pierwszy, wygłaszany przez przedstawiciela nauk ścisłych, wychodził od kwestii podstawowych: definicji patriotyzmu, jego zasięgu, wzajemnych relacji różnych patriotyzmów, zagadnień możliwej „wielopatriotyczności” w globalizującym się życiu społeczno−politycznym itd. Drugi z kolei, autorstwa humanisty, dotyczył zaszłości historycznych, odczuć, nastawień psychicznych, konsekwencji moralnych. Oba były wobec siebie na swój sposób komplementarne, wszakże w pewnym momencie uwagę moją zwróciła możliwość odmiennego ich odczytywania.

Zainteresowała mnie definicja patriotyzmu, która określała go jako miłość ojczyzny, czasem tak wielką, iż za nią można by nawet życie oddać. Ojczyzna wszakże niejedno ma imię: w angielskim będzie to „country”, czyli po prostu „kraj”, określany jako własny, w rosyjskim „rodina” lub „rodnaja strana”. W języku niemieckim na określenie ojczyzny są dwa pojęcia. Pierwsze ma przede wszystkim znaczenie polityczne – to „Vaterland”, drugie jednak ma kontekst raczej emocjonalny – to „Heimat”. Drugie określenie skłonni jesteśmy tłumaczyć jako „mała ojczyzna”, co niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, niemieckie „Heim” znaczy bowiem tyle co „dom” lub nawet „ognisko domowe”. Ale, powiedziałem w dyskusji, idźmy dalej. Polskiemu „językowi ojczystemu” odpowiada niemiecka „Muttersprache”, czyli „język matczyny”. A zatem, konkludowałem, poczynienie z pojęcia ojczyzny punktu odniesienia w debacie o patriotyzmie, w różnych językach – a zatem w różnych społecznościach – inny będzie miało sens. Ale też, dodałem, mówienie o „niemieckim patriotyzmie” niewiele ma wspólnego z „polskim patriotyzmem”. Niemcy bowiem, co w Polsce nie do końca jest jasne, są w istocie zlepkiem różnych Niemiec – czym innym jest Bawaria, czym innym Saksonia. Tym, co współczesne Niemcy łączy, nie jest poczucie wspólnoty narodowej, lecz, jak sami to określają, „tożsamość konstytucyjna”. Konstytucja tworzy wspólnotę, a nie poczucie narodowej wspólnoty, zawsze zresztą w Niemczech (ważne: to liczba mnoga) podawane w wątpliwość. Pojęcie „niemieckości” nie jest dla samych Niemców do końca jasne i nie dziwi to, że niedawno ukazała się niezwykle interesująca książeczka Hagena Schulze „Czy w ogóle istnieje jedna historia niemiecka?”.

Można to pytanie przeformułować i spytać: czy w ogóle istnieje jedna historia USA? Nie ulega bowiem wątpliwości, że „amerykańskość” ufundowana jest przede wszystkim na konstytucji i wspólnym dla wszystkich obywateli micie założycielskim tego państwa. Ale zarazem owa „amerykańskość” to mozaika różnych tradycji narodowych. Niemniej – o czym świadczy i literatura, i film, nie mówiąc o innych sferach – istnieje coś takiego, jak amerykański patriotyzm, który niekoniecznie jest tożsamy z amerykańską tożsamością. Innym modelem tego zjawiska jest tożsamość i patriotyzm Szwajcarów. Oba modele są niezwykle interesujące w wizji społeczeństwa globalnego, jednakże jest rzeczą podstawową odczytanie współzależności między pojęciami tożsamości i patriotyzmu. Otóż pierwszy referat, powiedziałem w dyskusji, skupiał się przede wszystkim na problemie tożsamości.

Drugi referat rozważał kwestię: czy patriotyzm to postawa, którą wybiera się dobrowolnie, czy postawa naznaczona fatalizmem? Kwestia odpowiedzialności za kraj nie może być bowiem cząstkowa. Nie można sobie z własnych dziejów, tradycji wybierać jednych wydarzeń, inne zaś ignorować. Patriota winien odpowiadać za wszystko, co się wydarza w jego ojczyźnie. Musi też uznać za swoje wszystkie racje i postawy, z jakimi ma do czynienia. Patriota niemiecki nie może ignorować nazizmu i zrzekać się zań odpowiedzialności. Ale też patriota polski nie może wyrzec się zabójcy prezydenta Narutowicza, nie może usunąć ze swej tradycji faktu wygnania arian.

Gdy się nad tym zastanowić, wydaje się, że patriotyzm w tym rozumieniu naznaczony jest nieusuwalną tragicznością, wynikającą z konieczności uznania istnienia nie dających się ze sobą pogodzić racji i postaw, i przyjęcia ich za „swoje”. Wybór jest zawsze możliwy, wszakże musi uznawać stanowisko przeciwne i rozumieć jego racje. Tylko taka postawa, sądzę, może – by przywołać słowa piosenki Jacka Karczmarskiego – „uchronić od nienawiści”. Przyjęcie podobnej postawy jest ze względów emocjonalnych niesłychanie trudne, dla większości niemożliwe. Ale też na ogół postawy racjonalne w kwestiach dotyczących „świętej miłości kochanej ojczyzny” są zjawiskiem niezmiernie rzadkim. Ale warto o tym pamiętać zwłaszcza dziś, gdy reinterpretacja historii najnowszej wzbudza skądinąd zrozumiałe emocje i gdy tak wielką rolę w naszym życiu społecznym odgrywa kształtująca ludzkie postawy polityka historyczna. Albo przyjmujemy historię w całości, z dobrodziejstwem inwentarza, albo zaczniemy dzielić rodaków na lepszych lub gorszych, bardziej lub mniej „polskich”.