Pamięć w starym kinie

Nawet osoby zainteresowane polskim kinem postrzegają je często jako zbiór nurtów, najlepiej możliwie opozycyjnych wobec oficjalnego dyskursu i polityki kulturalnej władz. Wiemy zatem o Zakazanych piosenkach , zdajemy sobie sprawę z istnienia kina socrealistycznego. Potem następuje szkoła polska (ale nie pamiętamy już, że nie każdy ciekawy polski film z II połowy lat 50. ją reprezentuje), a kolejnym nurtem, który zapisał się w pamięci widzów, jest dopiero kino moralnego niepokoju. Z latami 60. zaś nie tylko kinomani, lecz nawet badacze mają pewien problem – powstało wtedy wiele filmów wybitnych, które jednak nie dają się zamknąć w jeden nurt czy szkołę. Zwodnicze jest też widzenie historii kina PRL jako historii arcydzieł – przynajmniej jeśli chcemy zrozumieć, w jaki sposób kino kształtowało obraz II wojny światowej w zbiorowej pamięci Polaków. A kształtowały go nierzadko filmy dziś już zupełnie zapomniane i postrzegane (nie bez racji) jako reżimowa propaganda.

Piotr Zwierzchowski podjął udaną próbę pokazania, w jaki sposób kino polskie lat 60. odzwierciedlało indywidualną i kolektywną pamięć o II wojnie światowej. Wprowadza użyteczne pojęcie, ujmujące istotę omawianego nurtu – kina mającego na nowo ukształtować pamięć o II wojnie światowej i powiązać tę pamięć ze współczesnością, czyniąc z niej jeden z mitów założycielskich PRL. Omawiane przez niego filmy – przede wszystkim Kierunek Berlin (1968), Ostatnie dni (1969) i Dzień oczyszczenia (1969) Jerzego Passendorfera, ale też inne – miały na celu kształtowanie postrzegania niedawnej przeszłości przez widzów. Nie była to jednak prosta propagandowa „formacja” – twórcy tych filmów funkcjonowali w labiryncie sprzecznych często oczekiwań różnych frakcji w PZPR i wojsku, musieli też brać pod uwagę to, co będzie w stanie zaakceptować publiczność. Autentycznie fascynujące jest ukazywanie obecności pamięci indywidualnej, zbiorowej i oficjalnej (lansowanej przez władze) w ówczesnym kinie. W tej triadzie pamięć indywidualna postrzegana była jako ta najmniej wiarygodna, w najmniejszym stopniu można jej było bowiem używać do kształtowania mitu założycielskiego. Najcenniejsze w książce Zwierzchowskiego jest właśnie ukazanie zarówno kształtowania, jak i samego funkcjonowania pamięci o wojnie. Zastosowanie tego aparatu pojęciowego wzbogaca refleksję o polskim kinie wojennym tamtej epoki, pozwala wyjść ponad wskazywanie tylko i wyłącznie manipulacji propagandy. Zwierzchowski pokazuje, że nie tylko autorytarna władza manipuluje pamięcią zbiorową poprzez lansowanie pamięci oficjalnej, także pamięć zbiorowa może być zafałszowana – i to również wtedy, gdy pozostaje w opozycji do pamięci oficjalnej. Kino nowej pamięci pokazywało wojnę i okupację tak, jak chciały ją widzieć władze, ale też jak chciało ją widzieć wielu ludzi z władzą w żaden sposób niezwiązanych.

Lektura tej książki pozwala nie tylko lepiej rozumieć polskie kino wojenne lat 60. – wtedy byłaby to pozycja dla stosunkowo wąskiego kręgu jego miłośników. Pozwala na lepsze dostrzeżenie mechanizmów myślenia o wojnie i okupacji w Polsce również dziś. Już w latach 60. w omówieniach filmów wojennych skupiano się przede wszystkim na wytykaniu tego, czego w nich nie ma, czego jest za dużo, a czego za mało Już wtedy próby kwestionowania idealnej, zawsze heroicznej postawy każdego Polaka napotykały na silny opór. Dziś również od kina oczekuje się jednocześnie potwierdzania zbiorowej pamięci Polaków i kreowania jej. Samo w sobie nie jest to złe – narody nieznające swej historii skazane są na jej powtarzanie. Warto natomiast zdawać sobie sprawę z mechanizmów rządzących pamięcią, jej przekazywaniem kolejnym pokoleniom i jej obecnością w kinie, gdyż jest to medium silnie kształtujące nasze wyobrażenia o II wojnie światowej.

Marek Misiak

Piotr ZWIERZCHOWSKI, Kino nowej pamięci. Obraz II wojny światowej w kinie polskim lat 60. , Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2013, seria: Kino polskie wczoraj i dziś.