Problemy nazewnicze to codzienność

Piotr Müldner-Nieckowski

Wielokrotnie zetknąłem się z negatywnymi opiniami naukowców na temat Wikipedii i muszę przyznać, że trudno tym głosom nie przyznawać racji. Zwraca się uwagę na to, że największym problemem tej internetowej encyklopedii jest to, że innego leksykonu, który zawierałby aktualne i możliwe do skonfrontowania informacje, nie ma, ale jednocześnie kłopotliwe jest to, że nie ma autorów-encyklopedystów wysokiej klasy, dysponujących wiedzą i doświadczeniem oraz co najważniejsze, zdolnością definiowania obiektów i rozumienia różnic między nazwami oficjalnymi, zwyczajowymi, potocznymi i niepoprawnymi. Codziennie następuje więc zderzenie potrzeb użytkowników z możliwościami autorów haseł. Błędów wynikających z nieznajomości podstaw nauki, teorii terminologii, dziedzin wiedzy i ich interdyscyplinarności, praktyki stosowania danych naukowych, wreszcie języka polskiego i języków obcych – jest mnóstwo. Niektóre są naprawdę wysoce niepokojące.

Do wymownych anegdot na ten temat należy przytoczona ongiś przeze mnie historia związana z nazwą składnika naszego godła narodowego, mianowicie ptaka, który od początku był zwany „orłem białym”. Przypomnę ją. Otóż przy okazji omawiania hasła „bielik” nieznany, ale sądząc ze sposobu formułowania tekstu mało doświadczony, a zadufany w sobie wikipedysta napisał, że bielik (bielik zwyczajny, birkut) to nazwa ptaka z rodziny jastrzębiowatych, dawniej (twierdził autor) niesłusznie zwanego orłem białym. Ptak ten nie jest w całości biały, ma jedynie białą nasadę skrzydeł i (starsze osobniki) ogon. Autor pozwolił sobie na uwagę, że ponieważ nazwy „orzeł biały” nauka już nie używa, a bielik nie jest orłem, należy zmienić nazwę godła polskiego. Na skutek interwencji (prawdopodobnie mojej, ale nie wykluczam też innych), zapis dotyczący tej sprawy zmieniono na bliższy prawdy i już dający się zaakceptować, choć z obecnego tekstu (2018, odsyłam do źródła: Wikipedia, hasło „bielik”) nadal wyziera tendencja natrętnego sugerowania wyboru jedynego obowiązującego rozwiązania jako „najlepszego” spośród możliwych. Postulatu tego nie da się zastosować w wielu przypadkach definiowania i nazewnictwa.

Oto inny przykład z tej samej Wikipedii. W artykule „Zespół Churga-Strauss” czytamy m.in.: „Zgodnie z najnowszymi rekomendacjami, ustalonymi na Chappel Hill Consensus Conference on the Nomenclature of Systemic Vasculitis w 2012 roku, zespół Churga-Strauss został przemianowany na eosinophilic granulomatosis with polyangiitis (eozynofilową ziarniniakowatość z zapaleniem wielonaczyniowym). Jest to motywowane całościowym usuwaniem nazw eponimicznych z klasyfikacji zapaleń naczyń (tu odnośnik do referatu wygłoszonego na tej konferencji)”.

Pomijam już fakt, że poprawny eponim (nazwa utworzona z nazw własnych) w polskiej wersji powinien mieć postać: „zespół Churga i Strauss”, a nie jak się tu i ówdzie widuje „zespół Churga-Straussa, bo co prawda badacz Jacob Churg był mężczyzną, ale Lotte Strauss kobietą. No i ze spójnikiem „i”, a nie z łącznikiem. Ponadto najnowsze polskie podręczniki zamiast słowa „wielonaczyniowym” podają „naczyń”.

Ważniejsze jednak jest to, że odautorski komentarz zawiera informacje rugujące wiedzę o tym, że od kiedy istnieje medycyna naukowa (V w. przed Chr.), trwa walka zwolenników „terminów zawierających definicję” z eponimami, mimo że mają same zalety, jakże często przewyższające pozytywy terminów dokładnościowych.

Po pierwsze są krótkie. Po drugie łatwiej je zapamiętać. Po trzecie zawierają ważną wiedzę historyczną i nagradzają odkrywców, którzy zasługują na naukową nobilitację.

Mówiąc inaczej: litera eponimu zawiera unikatowy wskaźnik obiektu (pojęcia), a jednocześnie wskazuje także na skomplikowaną semantykę (sens), tj. na strukturę przyczynową nazwy, okoliczności nazwania tego obiektu. Rzeczywiście eponimy mają charakter dwoisty i są dosłowno-niedosłowne. Są więc całkowicie nieregularne, co sprzyja ich zapamiętywalności i odtwarzalności. Pod tym względem są podobne do idiomów.

Wikipedysta przyjął za dobrą monetę i rygorystycznie zrelacjonował wcale nie rygorystycznie napisany tekst źródłowy 28 badaczy z 12 krajów, zebranych na spotkaniu w Chapel Hill (USA) w maju 2011 r., opisujący w 2012 r. propozycję zmiany umowy (konwencji) w sprawie nazewnictwa z 1994 r., przyjętej na podobnej konferencji naukowej w tym samym miejscu, poświęconej autoimmunologicznym chorobom przebiegającym z zapaleniem naczyń krwionośnych. Konwencja więc obowiązuje, ale w pracach naukowych i wcale nie likwiduje eponimów, które zresztą wymieniono. Dopuszcza ich stosowanie, pod warunkiem że w tekstach na początku użycia poda się też nazwy definicyjne.

Zatem jak znam życie – w praktyce nadal będą stosowane eponimy. Dam sobie głowę uciąć, że w dokumentach typu historia choroby, zaświadczeniach, wypowiedziach ustnych, informacjach dla prasy itd. nikt nie będzie używał długaśnej nazwy eozynowa ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń, ale po prostu zespół Churga i Strauss.

Walka z eponimami będzie trwała, ale nie zakończy się sukcesem. Eponimy są wieczne.

e-mail: lpj@lpj.pl