Dziesięć do zera!

Paweł Jarnicki

29 maja 2017 r. w ministerialnej „bazie ogłoszeń o wolnych stanowiskach naukowych, akademickich oraz w sferze zarządzania nauką w Polsce” ukazało się ogłoszenie o konkursie na asystenta w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Podjęcie pracy planowane było od 1 października 2017 r. Termin na składanie dokumentów upływał 13 czerwca 2017 r. w samo południe.

Ponieważ w tym zakładzie pięć lat wcześniej ukończyłem teoretycznoliteracką rozprawę doktorską i mieszkam we Wrocławiu, postanowiłem spróbować swych sił, pomimo że pewne zapisy w ogłoszeniu były niepokojąco konkretne.

Wśród warunków, jakie powinni spełniać kandydaci, znalazło się: „doświadczenie dydaktyczne w prowadzeniu zajęć z zakresu poetyki i analizy tekstu w uczelni wyższej o charakterze uniwersyteckim”, a wśród dokumentów, które powinni złożyć kandydaci: „autorskie konspekty zajęć dydaktycznych w wymiarze 30 godzin w zakresie 1. poetyki, 2. analizy tekstu”.

Zadzwoniłem do instytutowego sekretariatu z pytaniem o jakieś dokładniejsze wytyczne dotyczące tych konspektów, które zobowiązani są przedstawić kandydaci i zostałem skierowany do kierownika zakładu. Kierownikiem Zakładu Teorii Literatury, zresztą następcą mojego promotora, dr. hab. Wojciecha Głowali, jest aktualnie prof. Wojciech Soliński, recenzent mojego doktoratu. Zadzwoniłem więc z tym pytaniem do prof. Solińskiego. Prof. Soliński był zdziwiony i twierdził, że nic nie wie o tym, że konkurs jest już rozpisany, a ewentualne pytania dotyczące kryteriów konkursu powinienem skierować do Komisji Konkursowej, bo to nie on sformułował te wymagania.

Kto pasuje do kryteriów

Składu komisji nikt na ustne pytania nie chciał zdradzić. Trudno by się zresztą było skontaktować z jedenastoosobowym zespołem, który nie spotyka się codziennie. Do dokumentów konkursowych postanowiłem więc dołączyć wniosek do komisji „o niebranie tego wymogu [konspektów autorskich zajęć z poetyki i analizy tekstu] pod uwagę, ponieważ nigdzie nie zostały podane wymogi dotyczące tychże konspektów, co uprzywilejowuje osobę, która już te zajęcia z ramienia Zakładu Teorii Literatury prowadziła”. Argumentowałem, że „wzięcie pod uwagę tego kryterium stanowiłoby naruszenie ustawowego wymogu otwartości tego rodzaju konkursów (Art. 118a ustawy prawo o szkolnictwie wyższym)”.

Niewiele mi bowiem czasu zajęło ustalenie, kto jest kandydatem, który do tych kryteriów pasuje jak ulał. Była to pani magister Katarzyna Lisowska, doktorantka prof. Wojciecha Solińskiego, której obrona rozprawy doktorskiej odbyła się 6 czerwca 2017 r. (Ze względu na to, że doktorem zostaje się dopiero w dniu, w którym rada wydziału zatwierdzi ten stopień, Katarzyna Lisowska była w momencie składania dokumentów formalnie wciąż magistrem. To istotne, bo wymogiem konkursowym było posiadanie tylko tytułu zawodowego magistra). Nie trzeba było tu żadnych „wtyków”, wystarczyło wejść na stronę Instytutu Filologii Polskiej i pobrać sylabusy zajęć.

Magister Katarzyna Lisowska znajdowała się wśród prowadzących następujące zajęcia (w liczbie godzin: 30): Poetyka (Kod przedmiotu/modułu 21-FP-S1-E2-PoetCw); Poetyka (II) (Kod przedmiotu/modułu 21-FP-S1-E1-Poety); Analiza tekstu (I) i Analiza tekstu (II) (Kod przedmiotu / modułu 21-KPTPE-S1-E1-ATexI i 21-KPTPE-S1-E2-ATII).

Wystarawszy się więc o solidny zestaw rekomendacji, w tym o rekomendację poprzedniego kierownika zakładu, emerytowanego już dr. hab. Wojciecha Głowali, złożyłem komplet dokumentów wraz ze wspomnianym wnioskiem. 14 czerwca 2017 r. Komisja Konkursowa, stwierdziwszy, że „na konkurs wpłynęły dwa podania”, rozstrzygnęła go, rekomendując Radzie Wydziału kandydaturę mgr Katarzyny Lisowskiej. 20 czerwca 2017 r. Rada Wydziału zatwierdziła kandydaturę pani Lisowskiej na stanowisko asystenta i tego samego dnia zatwierdziła jej stopień doktora nauk humanistycznych.

Nie chodzi tylko o to, że termin na składanie dokumentów był za krótki, by mogło się zgłosić więcej kandydatów, nie chodzi nawet o to, że uważam swoją kandydaturę (od 5 lat doktora) za lepszą. Poniżej zamieszczam skrótowe zestawienie kluczowych elementów dorobków mojego i pani Katarzyny Lisowskiej.

Publikacje . Największym osiągnięciem publikacyjnym Katarzyny Lisowskiej jest artykuł w języku angielskim w tomie zbiorowym (będący pokłosiem konferencji), który „współredagowała” wydanym w niezależnym wydawnictwie Cambridge Scholars Publishing. Poza tym w dorobku figuruje jeden artykuł w języku angielskim w czasopiśmie niefigurującym na żadnej z ministerialnej list i nieprzypisanym do żadnej instytucji, jeden artykuł w języku angielskim w polskim czasopiśmie z ministerialnej listy B, 6 polskojęzycznych artykułów w czasopismach z ministerialnej listy B oraz 7 artykułów polskojęzycznych w tomach zbiorowych. Poza tym Katarzyna Lisowska „uczestniczyła w redakcji” tomu czasopisma. Moim największym osiągnięciem publikacyjnym jest anglojęzyczny artykuł w czasopiśmie z ministerialnej listy A oraz redakcja pierwszego numeru brazylijskiego anglojęzycznego czasopisma poświęconego historiografii nauki (wydawanego przez Federal University of Minas Gerais). Dwie kolejne anglojęzyczne publikacje – pierwsza we wspomnianym czasopiśmie, druga w czasopiśmie wydawanym przez University of Sofia’s Department of Cultural Studies (niefigurującym na żadnej z ministerialnych list). Dwie publikacje w czasopismach z ministerialnej listy C, 9 z B, 7 artykułów w tomach zbiorowych. Redakcja polskojęzycznego tomu zbiorowego, redakcja polskojęzycznego numeru czasopisma, rozprawa doktorska wydana w formie monografii.

Konferencje . Katarzyna Lisowska „uczestniczyła w licznych konferencjach krajowych i międzynarodowych”. Ponieważ szczegółowy wykaz prezentacji konferencyjnych kandydatka umieściła w życiorysie (który nie stanowi informacji publicznej), nie został mi on udostępniony, nie jestem tego w stanie porównać. W każdym razie Katarzyna Lisowska „współuczestniczyła w organizacji” czterech konferencji. Ja natomiast byłem głównym organizatorem i pomysłodawcą kilku konferencji, w tym trzech wydarzeń międzynarodowych – jednej dużej międzynarodowej konferencji i dwu wydarzeń mniejszych (jednego w Zurychu), nie wspominając o dziesiątkach spotkań naukowych w Polsce.

Projekty . Katarzyna Lisowska „współuczestniczyła” w kilku projektach badawczych i była wykonawczynią w jednym grancie wydziałowym. W ramach stypendiów spędziła przeszło trzy miesiące na niemieckich uniwersytetach. Ja byłem wykonawcą w grancie promotorskim (finansowanym jeszcze przez KBN – odpowiednik dzisiejszego PRELUDIUM, w którym doktorant jest kierownikiem projektu) oraz kierownikiem w dużym projekcie realizowanym we współpracy międzynarodowej (NCN HARMONIA 3), w wyniku czego przez trzy lata byłem badaczem stowarzyszonym z ETHZ, czyli jedną z najlepszych uczelni na świecie.

W interesie jednostki

Wracając już do głównego wątku, uważam, że z perspektywy władz wydziału – w momencie wprowadzania kryteriów „parametryzacyjnych” – rozsądnie byłoby zatrudniać pracowników o udowodnionej zdolności zdobywania grantów NCN i o udowodnionej zdolności publikowania w czasopismach z ministerialnej listy A, o udowodnionej samodzielności organizacyjnej i z pewnym doświadczeniem we współpracy międzynarodowej. Takie zachowanie byłoby racjonalne, gdyby brać pod uwagę interes jednostki, naukowej rzecz jasna. Tu zdecydowało co innego.

Moją uwagę bowiem jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu zwróciło to, że zgodnie z informacjami na stronie internetowej Instytutu Filologii Polskiej UWr., pani Katarzyna Lisowska była w momencie ogłoszenia konkursu absolwentką studiów doktoranckich i jednocześnie prowadziła w tym instytucie zajęcia (co wynikało z ogłoszeń o konsultacjach). Z uzyskanej później odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej wynika, że magister Katarzyna Lisowska została po zakończeniu studiów doktoranckich zatrudniona na umowę zlecenie, której przedmiotem było prowadzenie konwersatorium z poetyki właśnie (w okresach 06.10.2016 - 21.02.2017 i 22.02.2017 - 30.06.2017). W swym autoreferacie Katarzyna Lisowska stwierdza: „w trakcie studiów doktoranckich oraz po ich zakończeniu miałam okazję przeprowadzić wiele zajęć ze studentkami i studentami. Przygotowywałam ćwiczenia z poetyki (dla I roku filologii polskiej na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych) oraz warsztaty z analizy prozy (dla I roku kultury i praktyki tekstu)”.

Chodzi więc przede wszystkim o to, że to właśnie takie doświadczenie (i takie konspekty) wpisano jako wymogi do ogłoszenia o konkursie. Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy jest to zgodne z ustawowym wymogiem otwartości tego rodzaju konkursów.

Głównym argumentem za odrzuceniem mojej kandydatury był – „wobec faktu, że stanowisko, którego dotyczy konkurs, ma charakter naukowo-dydaktyczny” (jak każde stanowisko na uczelni z wyjątkiem umów „grantowych”!) – „poważny brak”, a mianowicie brak „doświadczenia w prowadzeniu zajęć ze studentami w jakiegokolwiek typu szkole wyższej”. Wszystkie warunki konkursu, stwierdziła Komisja Konkursowa, spełniła natomiast pani mgr Katarzyna Lisowska, która „posiada doświadczenie w prowadzeniu zajęć o charakterze uniwersyteckim. Wzorowo wywiązuje się z obowiązków dydaktycznych”.

Kilka słów wyjaśnienia

Jak to możliwe, że badacz z takim dorobkiem jak ja nie ma w CV doświadczenia regularnego prowadzenia zajęć na uczelni? Kiedy byłem na studiach doktoranckich, nie miałem możliwości prowadzenia zajęć, studia doktoranckie zostały bowiem w tym czasie umasowione. W największym skrócie – gdyby jedna czwarta wszystkich doktorantów miała prowadzić zajęcia, zabrakłoby godzin na pensa dla pracowników instytutu; możliwość prowadzenia zajęć mieli więc tylko wybrani. Po obronie doktoratu zaś przez trzy lata realizowałem grant NCN, będąc zatrudnionym na stanowisku czysto naukowym.

Czy popełniłem błąd wysyłając (niepytany) w styczniu 2017 r. prof. Wojciechowi Solińskiemu swoje naukowe CV z prośbą, by dał mi znać, jeśli będzie słyszał, że ktoś szuka do pracy kogoś takiego, jak ja? Być może, mogłem w ten sposób odsłonić swoje słabe strony. Choć to oczywiście czyste spekulacje. O opisywanym konkursie nie dowiedziałem się w każdym razie od prof. Solińskiego. Czy mógł on jednak nie wiedzieć o tym ogłoszeniu? To zależy, czy w tym wypadku zastosowano się do procedury powstawania takich ogłoszeń na Wydziale Filologicznym UWr. A procedura ta, jak wynika z odpowiedzi na mój wniosek o informację publiczną, wygląda następująco: „treści konkursów na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego w części dotyczącej warunków merytorycznych powstają etapowo w układzie hierarchicznym, tzn. kolejno na poziomie jednostki (instytutu, katedry), a potem dziekana. Dyrekcja (ewentualnie po zasięgnięciu opinii rady jednostki) określa potrzeby dydaktyczne i kierunki badań, a następnie wskazuje, jaki zakład ma być zaangażowany w ich realizację. Kierownik zakładu w porozumieniu z dyrekcją przygotowuje warunki konkursu, które dyrekcja przedstawia dziekanowi. Po dyskusji i ewentualnych korektach dziekan podpisuje ogłoszenie o konkursie przedstawiające jego warunki (w tym wykaz dokumentów). Te warunki są podstawą oceny dokumentów składanych przez osoby ubiegające się o zatrudnienie; komisja bada spełnianie przez nie kryteriów wskazanych w treściach konkursu”.

Wynika z tego, że kierownik nie może raczej nie znać kryteriów konkursu, a wielce prawdopodobne jest, że jest ich pierwszym autorem. Czy jest uczciwa sytuacja, w której kryteria ogłoszenia o konkursie może stwarzać kierownik zakładu, kiedy istnieje zasadne podejrzenie, że kryteria te zostały dopasowane do jego doktorantki? Czy mamy tu do czynienia z konfliktem interesów? Tak czy inaczej, tak wytworzone kryteria posłużyły Komisji Konkursowej do oficjalnej oceny kandydatów. W głosowaniu tajnym przegrałem dziesięć do zera. Tzn. dziesięciu z dziesięciu obecnych członków komisji zagłosowało za zatrudnieniem doktorantki prof. Wojciecha Solińskiego.

Kto zasiada w Komisji Konkursowej Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego? Dziekan, prodziekan, ośmiu dyrektorów instytutów i jeden kierownik katedry. W mojej opinii formowanie komisji konkursowej z osób pełniących takie funkcje nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wielce prawdopodobne, że dyrektorzy uznają, że nie będą się wtrącać w sprawy pozostałych instytutów, żeby pozostali członkowie komisji nie zaczęli się wtrącać w sprawy ich instytutu. I taka to na Wydziale Filologicznym panowała dotychczas zgoda (ta sama Komisja była tak samo zgodna – 9 do 0 – w opisanym przeze mnie przypadku Kwiryny Proczkowskiej: Co się odwlekło, to nie uciekło , „Forum Akademickie” nr 9/2017).

Czwarta liga nie istnieje

Wygląda jednak na to, że cały ten (finansowany z pieniędzy podatników) spokój zburzy nowa ocena jakości działalności naukowej lub badawczo-rozwojowej jednostek naukowych, której wyniki Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło właśnie teraz, kiedy kończę pisać ten tekst. Słychać już krzyki, że zabija się polską humanistykę. Sprawdzam poprzednią ocenę na stronie Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Z porównania wynika, że wydział ten miał dotychczas kategorię A, teraz ma C. To tak jakby pierwszoligowy zespół spadł jednego dnia do trzeciej ligi, przy czym czwarta liga już nie istniała, bo kategoria C jest kategorią najniższą, potem drużynę się rozwiązuje. Tym samym Wydział Filologiczny UWr. stał się jednym z dwu najgorszych wydziałów filologicznych w Polsce, kategorię C uzyskał bowiem jeszcze tylko Wydział Filologiczno-Pedagogiczny Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu, pozostałych 20 jednostek filologicznych bądź polonistycznych uzyskało lepszą ocenę.

Jakie mogą być tego konsekwencje? Jeśli nowa ustawa o szkolnictwie wyższym wejdzie w życie w zaproponowanym kształcie, Wydział Filologiczny może stracić uprawnienia do doktoryzowania, o habilitacjach nie wspominając; może stracić środki finansowe na utrzymanie potencjału badawczego, czyli m.in. prowadzenie działalności naukowej i kształcenie w szkole doktorskiej. Przypomnijmy, kryterium, które posłużyło do odrzucenia mojej kandydatury było doświadczenie w prowadzeniu zajęć ze studentami. Skoro jest to dla władz kryterium kluczowe, Wydział Filologiczny zostałby słusznie sprowadzony do rangi jednostki kształcącej studentów dwu najniższych poziomów. Jest jednak jedno „ale” – jest on częścią Uniwersytetu Wrocławskiego. A w momencie, kiedy jeden z wydziałów tego uniwersytetu uzyskał kategorię C, Uniwersytet Wrocławski nie ma już możliwości starania się o miano uczelni badawczej (taka uczelnia będzie dużo hojniej finansowana przez budżet państwa), bo taką może zostać tylko uczelnia, która „nie posiada kategorii naukowej B ani C w jakiejkolwiek dyscyplinie” (art. 382 pkt 1, ust. 2.). Sześć innych wydziałów Uniwersytetu Wrocławskiego uzyskało kategorię A, trzy kolejne kategorię B, Wydział Filologiczny jest więc jedynym, który uzyskał kategorię C. Ponieważ podniesienie jednostki z kategorii C do A potrwałoby prawdopodobnie wiele lat, rozsądny rektor, który miałby ambicję przekształcić swą uczelnię w badawczą, powinien taki wydział zlikwidować i stworzyć od nowa, stosując obiektywne kryteria przy zatrudnianiu pracowników. Uczciwość jest bowiem jedną z podstawowych wartości w nauce i przekłada się na jakość badań naukowych, co nowa „parametryzacja” zaczyna dopiero ukazywać.

Wszystkie podane wyżej informacje pochodzą z jawnych ogłoszeń i odpowiedzi na zapytania o informację publiczną.

Pełna dokumentacja powyższej sprawy zostanie zamieszczona na blogu http://ecuano.blogspot.com/. Osoby, które dysponują materiałami pozwalającymi opisać podobne nieprawidłowości, mogą się kontaktować z autorem: pawel.jarnicki@projekt-nauka.com.

Dr Paweł Jarnicki , prezes Projekt Nauka. Fundacja na rzecz promocji nauki polskiej, wiceprzewodniczący Akademii Młodych Uczonych i Artystów we Wrocławiu