Następstwa zmian

Redakcja Andrzej Pelczar


Proponuję, aby zamiast mówić o kolejnych reformach, dokonanych i zaniechanych, zastanowić się nad kilkoma problemami, które są następstwami tych reform albo ich braku. Może warto zebrać kilka obserwacji na temat tego, z czym mamy do czynienia.

Prawdziwy sukces

Zacznę od uwag nieco przewrotnych (które można potraktować jako swego rodzaju prowokację intelektualną) na temat zawsze istotnego problemu: ilość versus jakość. Mijające 20-lecie zaowocowało w szkolnictwie wyższym niemal pięciokrotnym zwiększeniem liczby studentów. Jednak dość często wyraża się krytyczne uwagi na temat poziomu studiów. Mówi się, że poziom ten się obniżył. I w ogólnym odczuciu wydaje się to dość oczywiste. Może jednak warto się zastanowić nad precyzyjniejszym ujęciem tego odczucia. Jeśli mamy mówić o obniżeniu „średniego poziomu studiów”, to dobrze byłoby zdecydować, jak ten „średni poziom” ma być określony. Nie podejmuję się tego zadania, w każdym razie w ramach moich przyzwyczajeń matematyka. Pomińmy więc kwestię prób precyzyjnego określania „średniego poziomu” studiowania i zgódźmy się z tym, że wobec tak znacznego wzrostu liczby studentów, przy nieproporcjonalnie do tego wzrostu małym zwiększeniu liczby nauczycieli akademickich, obniżenie poziomu kształcenia – jakkolwiek miałby on być mierzony – było niejako nieuchronne. Można przy tym domniemywać, że odsetek źle kształconych jest teraz większy niż wtedy, gdy studentów w ogóle było mało.

Chciałbym jednak zaproponować inne nieco – może przewrotne, do czego przyznałem się już na wstępie – spojrzenie na ten problem. Wzrosła przecież chyba nie tylko liczba studentów w ogóle, ale i liczba dobrze kształconych studentów. Jeżeli przyjmiemy, że nawet prawie wszyscy studenci w roku 1990 byli dobrze kształceni (dobrze się kształcili), to było ich około 350 tys. Nikt chyba nie będzie kwestionował poglądu, że teraz co najmniej połowa jest dobrze kształcona (dobrze się kształci, ma dobre warunki do studiowania). A ta połowa to co najmniej 900 tys. Sądzę zresztą, że to szacowanie jest zbyt pesymistyczne. Nie deprecjonujmy więc (w każdym razie – nie występujmy z przesadną krytyką poziomu studiów) prawdziwego sukcesu, jakim było (jest) imponujące zwielokrotnienie liczby studiujących w Polsce. Nie może to oczywiście oznaczać bezkrytycznego i bezrefleksyjnego zachwytu nad tą liczbą, a przede wszystkim lekceważenia problemu jakości kształcenia i niezauważania konieczności zdecydowanego przeciwdziałania obniżaniu poziomu kształcenia tam, gdzie ono występuje. Nie może to wreszcie, w jaskrawych przypadkach, chronić szkół nieutrzymujących właściwego poziomu od najdalej nawet idących konsekwencji. (...)

Pełny tekst w wydaniu drukowanym.
Prof. dr hab. Andrzej Pelczar, matematyk, pracownik Instytutu Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, rektor UJ w latach 1990-93, przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego 1996-2002, członek PAU.