W objęciach rankingów

Uwagi krytyczne o metodologii rankingu wyższych uczelni „Newsweeka” Piotr Górski


Coraz powszechniejsze stają się rankingi szkół, szpitali, towarzystw ubezpieczeniowych, praktycznie wszystkiego. Przygotowywane są przez redakcje czasopism lub zamawiane w firmach badawczych. Informacje o rankingach są sygnalizowane na okładkach czasopism, co świadczy, że redakcje przykładają do publikacji dużą wagę. W przypadku rankingów uczelni chodzi nie tylko o czytelników, „kandydatów na studia i ich bliskich i wszystkich zainteresowanych szkolnictwem wyższym w Polsce”, jak swój artykuł poświęcony prezentacji rankingu „Polityki” rozpoczyna Mariusz Czubaj („Polityka”, 12.06.2007), ale także o pozycję pisma jako arbitra, eksperta, na którego powoływać się będą inni. Dla jednych takie rankingi to trochę jak psychozabawy (wypełnij i sprawdź, czy jesteś o niego zazdrosna) publikowane w kobiecych czasopismach. Ale dla tych, którzy w rankingach wypadają dobrze, to powód do dumy, element wykorzystywany w działaniach PR. Świadczą o tym wypowiedzi rektorów uniwersytetów Jagiellońskiego i Warszawskiego po opublikowaniu rankingu „Rzeczpospolitej” i zamianie miejsc w stosunku do roku poprzedniego oraz wypowiedź rektora Politechniki Krakowskiej po opublikowaniu rankingu „Newsweeka”, w którym ta uczelnia zajęła pierwsze miejsce.

Popularność rankingów pokazuje, że żyjemy w świecie rywalizacji, w którym ludziom mówi się, że powinni wiedzieć, kto jest lepszy. Klasyfikacje kreują rzeczywistość, gdyż nie tylko promują tych, którzy wypadają w nich najlepiej, ale także wpływają na akceptację określonych kryteriów oceny, wpływających na podejmowane działania. Popularność rankingów świadczy o konieczności pomiaru efektywności działania różnych instytucji, także uczelni. Na razie najpopularniejsze i jedyne są zestawienia publikowane w czasopismach, dlatego przypatrzmy się metodologii takiego rankingu. Wybór klasyfikacji „Newsweeka” wynika stąd, iż czasopismo to zwraca uwagę na niezmiernie istotny aspekt działania uczelni: jakość kształconych absolwentów, ich pozycję na rynku pracy.

Czym jest ranking?

To lista elementów uporządkowanych wedle określonego kryterium. Każdemu elementowi przypisuje się pewną liczbę punków, co pozwala na ustalenie nie tylko kolejności, ale także odległości jednego elementu od pozostałych. Najbardziej znanym rankingiem jest tabela ligowa. Zauważmy, że mamy tu ograniczony zbiór elementów, którymi są drużyny grające w danej lidze (np. w polskiej ekstraklasie piłkarskiej mamy takich drużyn 16). Jasna jest zasada punktacji, drużyna zwycięska uzyskuje 3 punkty, w przypadku remisu każda dostaje po 1 punkcie. Każda drużyna rozgrywa z każdą inną dwa mecze. O kolejności w rankingu, czyli miejscu w tabeli, decyduje liczba punktów uzyskanych w rozgrywkach w obu rundach. W przypadku równej liczby punktów decydują uzyskane bramki. Jest to przykład najbardziej precyzyjnej metody tworzenia rankingu. Innym sposobem jest uszeregowanie zawodników według osiąganych przez nich wyników (np. skoczków, młociarzy czy oszczepników). Jeszcze inny sposób klasyfikacji stosowany w sporcie polega na uszeregowaniu zawodników według punktów przyznanych przez sędziów (np. ranking łyżwiarzy figurowych).

Jak możemy zauważyć, rankingi te dotyczą ograniczonego zbioru drużyn czy zawodników, którzy bezpośrednio lub pośrednio ze sobą rywalizują. Podstawa klasyfikacji zasadza się na istocie rywalizacji, wygrania większej liczby meczów, rzutu na dalszą niż inni odległość czy poprawniejszego wykonania programu. Można sobie wyobrazić rankingi, które nie dotyczą rywalizacji, np. wypadków na drogach w poszczególnych województwach, dają jednak pewne ważne informacje, w tym wypadku dotyczące bezpieczeństwa na drogach, i mogą/powinny stanowić ważną przesłankę działań zarówno drogowców, kierowców, jak i policji. Liczebność wypadków na drogach możemy potraktować jako dobry wskaźnik bezpieczeństwa. Tam, gdzie wypadki zdarzają się często i są szczególnie groźne, jest niebezpiecznie. Aby ostrzec kierowców, przy drogach umieszcza się specjalne tablice, tzw. czarne punkty.

Poprzestańmy na tych kilku przykładach i zatrzymajmy się przy rankingach uczelni. Wiemy, że uczelnie są różne. Jedne uchodzą za lepsze, inne za gorsze. Różnią się liczbą kandydatów, stanem kadry naukowej i jej osiągnięć, wyposażeniem, bazą dydaktyczną itp. Jak te różnice przeliczyć na punkty? Jakie zastosować wagi, aby w konsekwencji uzyskać punktację oddającą pozycję uczelni? Jest to trudne, co nie znaczy, że niemożliwe. Trzeba jednak w sposób wyraźny i uzasadniony wskazać na takie parametry, które decydują o poziomie i jakości oferty edukacyjnej. Zbudowanie takiej baterii wskaźników jest znacznie trudniejsze i nie są one zawsze jednoznacznie oceniane, jak w przypadku kryteriów oceny łyżwiarzy figurowych.

W przypadku uczelni chodzi jednak nie tylko o jakość kształcenia, ale i o efekt. A takim efektem może być pozycja absolwentów na rynku pracy. Takie założenia legły u podstaw rankingu opublikowanego w magazynie „Newsweek Polska” z 18 maja 2008 roku.

Czy są potrzebne?

Takie rankingi, jeśli nie mają być zabawą, muszą oddawać istotne różnice między uczelniami. Może nie w takim stopniu, jak końcowa tabela obrazuje różnice między zespołami ekstraklasy, ale przynajmniej tak, jak ukazuje to ranking łyżwiarzy figurowych. Ranking związany jest z oceną. Pozwala ona nie tylko na porównanie wyników osiąganych przez poszczególne uczelnie, ale także na ocenę skuteczności ich działań. Takie oceny służą wszystkim uczestnikom, partnerom na rynku pracy. Służą kandydatom na studia, gdyż mogą być pomocne w podjęciu decyzji o wyborze uczelni. Służą pracodawcom podejmującym decyzje o zatrudnianiu specjalistów. Służą także uczelniom, gdyż dzięki rankingom mogą one spojrzeć na efekty swojej pracy. Dlatego warto się przyjrzeć metodologii tworzenia rankingów, zarówno doborowi wskaźników opisujących pozycję absolwentów na rynku pracy, ich karierę zawodową, jak i metodologii doboru przedsiębiorstw do próby.

Z badań sondażowych coraz częściej korzystają dziennikarze. Najpopularniejsze są sondaże polityczne. W materiałach prasowych pojawiają się informacje o tym, kto (jaka firma), kiedy i na jakiej próbie przeprowadził sondaż. W sondażach przedwyborczych sprawa jest prosta. Próbę losuje się spośród dorosłych mieszkańców naszego kraju, gdyż posiadają oni prawa wyborcze i będą brać udział w wyborach. Natomiast w przypadku badań, które służyć mają konstruowaniu rankingu uczelni, sprawa nie jest taka prosta.

Zacznijmy od pytania, które paść musi: jak młodzi ludzie postrzegają sukces zawodowy? Na czym zależy im w ich karierze? Załóżmy, że zależy im na interesującej pracy, dającej możliwość rozwoju, na osiągnięciu stanowiska kierowniczego oraz satysfakcjonujących zarobków. Dla pracodawców wykształceni pracownicy to cenny zasób, który nie tylko trzeba pozyskiwać, ale któremu także należy stwarzać warunki rozwoju, poprzez szkolenia, oferowanie wymagających, dających możliwość pokazania własnych umiejętności zadań, pracy w zespołach, które dają możliwość rozwoju. Sądzę, iż w takich właśnie kategoriach, gdyż wynika to zarówno z badań prowadzonych wśród studentów kończących studia, jak i z informacji zawartych w ofertach pracodawców, na swoją karierę zawodową patrzą młodzi pracobiorcy.

W relacjach między uczelniami a przedsiębiorstwami obserwować możemy działania podejmowane przez wszystkie strony. Firmy uczestniczą w targach pracy, oferują staże czy konkursy na najlepsze prace magisterskie dla absolwentów kierunków, którymi są zainteresowane. Organizacje studenckie, np. AISEC, przygotowują rankingi preferowanych przez studentów pracodawców, a biura karier starają się przygotować studentów do oczekiwań, jakie stawiają przed nimi przyszli pracodawcy.

Działania te powodują, iż to, co rozgrywa się w relacjach edukacja – rynek pracy, jest rzeczywistością coraz bardziej planową i przemyślaną przez każdą stronę. Ponadto, wymawiając jednym tchem „rynek pracy”, nie należy zapominać, że na naszych oczach tworzy się europejski rynek edukacji i pracy. Doskonale wiedzą o tym polscy studenci i absolwenci coraz częściej wyjeżdżający na studia i do pracy do innych krajów europejskich.

Trafność pomiaru

To, co powyżej napisałem, wydaje się dla wszystkich oczywiste, dlatego należy zapytać, w jakim stopniu wiedza ta wpłynęła na koncepcję badań, na dobór przedsiębiorstw do próby. Jest to sprawa kluczowa, gdyż ta właśnie metodologia decyduje o trafności i rzetelności pomiaru. W omówieniu metodologii badań służących konstruowaniu rankingu Iwona Dominiak pisze: „Na potrzeby rankingu firma badawcza ARC Rynek i Opinie przebadała 1409 firm reprezentujących różne branże: handel, motoryzację, usługi, przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport, łączność, finanse, hotelarstwo i gastronomię. W każdej z nich sprawdzono, dyplomami jakich uczelni legitymują się osoby zajmujące najwyższe miejsca w hierarchii pracowniczej. Interesowały nas tzw. świeże kadry, czyli pracownicy w wieku do 36 lat. Następnie sprawdziliśmy w GUS, ilu absolwentów od 1996 roku ukończyło każdą z badanych uczelni i policzyliśmy, jaki odsetek z nich znalazł się w ankietowanych firmach. Na tej podstawie została ustalona kolejność szkół w rankingu.”

A więc bardzo prosta metodologia badań, wykorzystująca klasyfikację przedsiębiorstw wg kryterium działu gospodarki narodowej. Kryterium dobre, jeśli chcielibyśmy udzielić odpowiedzi na pytanie np. o stopień nasycenia przedsiębiorstw z poszczególnych działów pracownikami z wyższym wykształceniem. Ale czy dobre do konstruowania rankingu szkół wyższych? Już dane zawarte w roczniku statystycznym informują o liczbie przedsiębiorstw w poszczególnych działach, o ich wielkości, o wielkości zatrudnienia i wysokości płac. Dane te są pouczające, gdyż określają warunki, w jakich może przebiegać kariera zawodowa zatrudnionych. Wielkość przedsiębiorstw i ich struktura wyznaczają możliwości formalnego awansu pracowników. W niektórych branżach znaczącą pozycję zajmują niewielkie przedsiębiorstwa, co powoduje, iż awans oznacza posiadanie własnej firmy, a nie pracę najemną.

Badania prowadzone nad rozwojem małej i średniej przedsiębiorczości w Polsce od początków transformacji pokazują, iż posiadanie wyższego wykształcenia było poważnym atutem decydującym zarówno o podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu takiej działalności, jak i o sukcesie w prowadzeniu firmy. Taką jest np. branża turystyczna, gdzie sukces rozumiany jest nadal często jako prowadzenie własnego przedsiębiorstwa, hotelu, pensjonatu czy biura podróży. Taką specyficzną dziedziną są także usługi bazujące na wiedzy, doradztwo podatkowe, projektowanie czy porady prawne. Takie małe przedsiębiorstwa są znaczące dla tych dziedzin usług, a posiadanie własnej firmy jest celem, jaki chce osiągnąć wielu specjalistów.

Kolejną oczywistością jest to, iż np. absolwenci prawa marzą o uzyskaniu aplikacji adwokackiej czy notarialnej, aby później prowadzić własną praktykę. Tych aspektów rynku pracy i wzorów sukcesu zawodowego nie biorą pod uwagę autorzy rankingu, dlatego zastrzeżenie autorki, iż nie jest on reprezentatywny dla absolwentów uczelni medycznych, artystycznych czy teologicznych należałoby rozszerzyć o niektóre wydziały uniwersyteckie. W przypadku kształcenia w dziedzinie turystyki wysoką pozycję może zająć (i zajęła) niepubliczna szkoła wyższa z Żywca, której 13 absolwentów pracowało na stanowiskach specjalistów, najemnych pracowników w przedsiębiorstwach sektora turystycznego, a niższa będzie pozycja niejednej szkoły wyższej, której absolwenci prowadzą własne przedsiębiorstwa turystyczne.

Kolejnym pytaniem, na które czytelnik nie znajduje odpowiedzi w opisie metodologii badań, jest pytanie o kryteria podziału przedsiębiorstw i firm pod kątem ich atrakcyjności jako potencjalnych pracodawców. Kryterium uwzględniającego zarówno wymiar obiektywny, np. wielkość przedsiębiorstwa, miejsce zajmowane w hierarchii stanowisk kierowniczych czy wysokość zarobków, jak i subiektywne, uwzględniające preferencje absolwentów poszczególnych kierunków, choćby wspomniane rankingi przygotowywane przez AISEC. Można zatem zakładać, iż dla badaczy z ARC Rynek i Opinie oraz dziennikarzy „Newsweeka” ważna była jedynie liczba zatrudnionych absolwentów uczelni. W badaniach nie miało znaczenia, czy absolwent pracuje na kierowniczym stanowisku w niewielkim lokalnym przedsiębiorstwie, czy w międzynarodowej korporacji. Doskonale wiemy, że absolwenci przyjmują inne kryteria. Wiemy też, że różnią się w swoich aspiracjach zawodowych i ocenie szans ich realizacji. Dlatego nieuwzględnienie tych aspektów podejmowania decyzji i oceny własnej pozycji zawodowej w znacznym stopniu zubaża otrzymany obraz pozycji uczelni.

Rankingi wskazują na rywalizację uczelni, ale nie należy zapominać, że szkoły nie tylko ze sobą rywalizują, ale przede wszystkim współpracują. Odpowiadają na zróżnicowane potrzeby gospodarcze i społeczne regionów i pracodawców w tych regionach oraz zróżnicowany poziom kandydatów na studia. Wszystko to powoduje, iż w polskim szkolnictwie wyższym jest miejsce zarówno na Uniwersytet Jagielloński, jak i na szkołę wyższą w Żywcu, bowiem trzeba nie tylko stwarzać możliwości kształcenia młodzieży, ale także dbać o jakość kadr w miastach metropolitarnych i na prowincji.

Dr hab. Piotr Górski, socjolog, kierownik Zakładu Stosowanych Badań Społecznych Instytutu Spraw Publicznych Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.